IndeksIndeks  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  



 
Na skróty








Han Dohyun

Autor
Wiadomość



administrator

administrator
avatar


http://seoraksan.forumpl.net/ http://seoraksan.forumpl.net/t96-han-dohyun#105 http://seoraksan.forumpl.net/
Dwadzieścia siedem lat
kawaler
malarz

Han Dohyun
PisanieTemat: Han Dohyun   Nie Sie 07, 2016 1:45 am

han dohyun
Choi Seunghyun
a little more ↓


data urodzenia: 08.11.1989
pochodzenie: Seul, Korea Południowa
zawód: malarz
typ osobowości: 5w4




who are you?
Biografia
Chciałbym móc z dumą powiedzieć, że moje życie przebiega dokładnie tak, jak sobie je niegdyś wymarzyłem – że wykorzystywałem każdą okazję do samorozwoju, że skupiałem się na stworzeniu stabilnej ścieżki ku dorosłości, a z przyjemności życia korzystałem z umiarem. Z perspektywy młodego, naiwnego dziecka wszystko wydawało się takie proste – wystarczyło po prostu dorosnąć, a wtedy nasza dojrzałość zrobi wszystko za nas. Okazało się jednak, że żadna dojrzałość nie nadeszła. Dorosłym stałem się tylko z nazwy. Nie byłem gotowy. Ale kto z nas jest? To tylko nalepka, która uprawnia nas do brania odpowiedzialności za samych siebie. Uświadamia nas, że jesteśmy jedynymi osobami, którym możemy mieć coś za złe. To zwykłe bum, jedynie chwila, po której jesteś obciążony rzeczywistością – podatkami, kredytami, pracą. A przecież jeszcze niedawno byłeś tylko dzieckiem, którego największym problemem było to, by dobrze zdać klasówkę.
W pewnym momencie mojego życia popełniłem gdzieś poważny błąd. Nie wiem gdzie, ale ciągnął się za mną latami i ciągnie dalej. Gdybym mógł go naprawić, nie zrobiłbym tego. Tylko dlatego, że nie wiem, czy popełniłem go w dalekim dzieciństwie, jako nastolatek czy może już jako “dorosły”. Wiele razy analizowałem całe swoje życie, by znaleźć przyczynę. Ale za każdym razem myślałem sobie, że “hej, przecież byłem tylko dzieckiem, jak duży wpływ mogły mieć wtedy moje decyzje?” Otóż miały ogromny wpływ. Dlatego że swojej ścieżki nie tworzymy dopiero wtedy, gdy stajemy się dorosłymi. Tworzymy ją od zawsze.
I ja tę ścieżkę zepsułem doszczętnie. Nie moi rodzice, nie moje otoczenie – ja. Nikt mi nie kazał być introwertykiem zamkniętym w swoim własnym świecie. Nikt nie zmuszał mnie do siedzenia godzinami przed telewizją, płótnem czy w książkach. Nikt za mnie nie oblewał testów. To wszystko byłem ja. To ja stałem się nieprzystosowanym społecznie odludkiem, który cały sens świata widział w sztuce i tych durnych kreskówkach, od których nie mogę się uwolnić do dzisiaj. To ja brałem przykład ze swojego ojca, to ja widziałem w nim szablon wspaniałego mężczyzny, na którego powinienem wyrosnąć. I to ja sam znalazłem w tym wszystkim zgubę. Słuchałem tylko siebie. Uznałem swoje własne racje za najodpowiedniejsze. Tylko dlatego, że mi się podobały. Wiele razy szedłem na prościznę i byłem zadowolony z tego, że udało mi się od tego uciec w tak lekki i szybki sposób. Od odpowiedzialności uciekałem od małego. A niektórych rzeczy już po prostu nie da się wyprzeć ze swojej podświadomości.
Dlatego kiedy tylko nadeszła upragniona dorosłość, nie byłem w stanie sobie z nią poradzić. Nie wiedziałem, jaką stopę postawić jako następną, której ręki użyć, by podnieść filiżankę. Cały swój gniew spowodowany nieprzystosowaniem próbowałem ugasić w chyba najbardziej znany sposób dla każdego z nas – alkoholem. Odkąd wyjechałem z Sokcho, by móc studiować na dobrej uczelni swoje upragnione malarstwo, nie było obok mnie nikogo, kto mógłby się tym zainteresować. Wokół mnie byli tylko jednorazowi przyjaciele, którzy mieli ten sam problem co ja. Zapijaliśmy swoje smutki, poznawaliśmy siebie od najbardziej żałosnej strony i słuchaliśmy swoich równie żałosnych, zahaczających o hipokryzję wywodów, których nie byliśmy w stanie z siebie wyrzucić na trzeźwo. Potem nie mogliśmy spojrzeć sobie w twarz. Oczywiście znaleźli się i tacy, którzy próbowali do mnie dotrzeć. Z jakiegoś powodu byli zaintrygowani takim nałogowcem, jakim się stałem. Nie chcieli mi pomóc – chcieli po prostu mnie poznać. Zajrzeć do mojej głowy. Wiedzieć, co się w niej kryje. Uważali, że to już po prostu unikalna, niezmienna cząstka mnie, której zmiana poskutkuje tym, że przestanę być sobą.
Niektórzy z nich okazali się naprawdę lojalnymi przyjaciółmi, którzy trwali przy mnie w zdrowiu i chorobie, za co jestem im wielce wdzięczny, nawet jeśli nie potrafię im tego pokazać. To chyba tylko dzięki nim jeszcze nie zwariowałem w tym ogarniającym mnie chaosie, który wlewał we mnie kolejne litry alkoholu i wsadzał do rąk pęczki papierosów. I pędzel, co było tego jedyną zaletą.
Natomiast zaletą dorosłości jest fakt, że zmusza cię do ingerencji w społeczeństwo. Musisz w nim żyć, by cię nie skreślono jako człowieka. Jeśli żyjesz sam, nie żyjesz w ogóle. I dzięki temu nie zamknąłem się w swoim własnym świecie całkowicie.
Powrót do rodzimych stron nie należał do najprzyjemniejszych rzeczy. Choć jakimś cudem udało mi się skończyć studia nie oblewając ani jednego roku, moje wyniki były okropne. Tak nagrodziłem swoją matkę, która mi je opłacała i która dzwoniła do mnie każdego dnia, by odpowiedź na swój telefon otrzymać dopiero po tygodniu. Czułem wstyd. Wiedziałem, że zawiodłem jako syn. Jako człowiek. Jednakże ludzie mówiący, że matczyna miłość nie zna granic, mają całkowitą rację. Ale przez to ogarniał mnie jeszcze większy wstyd.
Poszedłem na odwyk. Oczywiście ten pomysł nie wyszedł ode mnie, a od mojej matki. Nie byłem zadowolony z tego pomysłu, ale uznałem, że to pierwszy krok do tego, by pozbyć się krążącej nade mną hańby. By zabić czas, maluję częściej i dłużej – wcześniej to było nic w porównaniu do tego, ile dzisiaj przeznaczam na to czasu. Muszę coś robić, by nie myśleć o piciu. Mieszkam samotnie w wynajmowanym mieszkaniu, które staram się opłacać sam. Żyję na sprzedawaniu swoich własnych obrazów, na które znajduję coraz więcej chętnych. Powoli staję na nogi, a wyrzuty sumienia nie ogarniają mnie już od momentu otworzenia powiek. Boję się jednak, że niedługo moja nieodpowiedzialność i swawolność obudzi się ponownie i wszystko zacznie się na nowo.




something else
Rodzina
Han Dongwook – ojciec; zmarł w wieku czterdziestu ośmiu lat, niedawno po tym, jak Dohyun wybrał się na studia. Powodem było uzależnienie od alkoholu i sprzyjające temu nadciśnienie oraz ostre zapalenie wątroby, które doprowadziło go do śmierci. Syn pamięta po nim w większości nocne powroty do domu, twardą rękę i wiecznie trzymane w niej butelki. Mimo to potrafił być naprawdę kochanym ojcem, który pomimo swojego uzależnienia starał się dbać o swoją rodzinę. Niestety, przez zamiłowanie do alkoholu często robił więcej szkód.
Jednakże jako dziecko widział w nim wzór do naśladowania i niektóre nawyki ojca weszły i jemu w nawyk. Po prostu go obserwował i starał naśladować, by wyrosnąć na tak wspaniałego mężczyznę, jakim wtenczas mu się wydawał.

Lee Songhee – matka, pięćdziesiąt dwa lata; obecnie mieszka kilka ulic od Dohyuna, dlatego jest częstym gościem w jego czterech ścianach. I jak na razie jedynym powodem, by owe cztery ściany doprowadzać do porządku, by nie dostać po łapach za bałagan. Matka Dohyuna zawsze o niego dbała i wybaczała mu chyba aż zbyt wiele rzeczy. Zawsze widziała w nim potencjał, nawet jeśli w młodzieńczych latach nie charakteryzował się niczym szczególnym. A teraz, gdy został malarzem, któremu nie zawsze starcza na życie, uważa go za kogoś, kto odniósł sukces. Wychwala go aż za bardzo, przez co Dohyun często czuje się dość… niezręcznie. Tak samo jak podczas oferowania przez jego matkę pieniędzy, których kategorycznie nie przyjmuje.

Han Doyeong – starsza siostra, trzydzieści jeden lat; aktualnie mieszka w Ulsan, dlatego nie zawsze można liczyć na jej odwiedziny. Widzą się zazwyczaj podczas większych świąt i wydarzeń. Jako dzieci często sobie dokuczali, niekiedy nawet doprowadzając drugiego do płaczu. Mimo to kochają się jak siostra z bratem i jedno drugiemu oddałoby nerkę. Nawet teraz, gdy są dorośli, czasem nie mogą się powstrzymać przed drażnieniem siebie nawzajem. Siostra czasem zapyta się z ciekawości, jak mu idzie, ale niezbyt w to wnika. Częściej o wszystko, co związane z Dohyunem, pyta się matki.

Ciekawostki
Znak zodiaku: skorpion
Chiński znak zodiaku: wąż
Ulubiony kolor: brązowy
Ulubiona pora roku: jesień
Ulubiona muzyka: jazz

  • Jako dziecko zakochał się w kreskówkach i z zapałem ogląda je do dziś. Najczęściej z samego rana, do śniadania.
  • Pali od ukończenia siedemnastu lat i można by powiedzieć, że z każdym rokiem jest coraz gorzej. Obecnie jest w stanie wypalić dziennie całą paczkę. Gdy się zestresuje bądź zdenerwuje, jeszcze więcej.
  • Jeśli już o zdrowiu mowa – zupełnie o siebie nie dba. Do lekarza chodzi raz na ruski rok, a wszystkie choroby przechodzi w domu i czeka, aż same przejdą (na całe szczęście rzadko łapie go coś poważnego). Ponadto wpycha w siebie tony niezdrowego jedzenia, pali jak smok, pije po kilka kaw dziennie, a do niedawna wlewał w siebie litry alkoholu.
  • Kiedyś uważał spotkania Anonimowych Alkoholików za jakiś słaby żart... obecnie sam na nie uczęszcza. Dopiero po latach trucia się alkoholem zauważył, że zaszło to za daleko i ma z tym "mały" problem, który może zaszkodzić mu w dalszym funkcjonowaniu. Mimo wszystko ukrywa ten fakt przed wszystkimi, nawet przed rodziną.
  • Jest strasznym niechlujem. Może zwlekać z praniem do kilku tygodni, dopóki nie uzna, że nie ma już czego założyć; trzymać naczynia w zlewie, aż nie znajdzie się w nim nawet szpara na kolejny kubek; nie przejmować się walającymi po mieszkaniu ubraniami, pustymi opakowaniami po jedzeniu, farbami, pędzlami, płótnami, książkami czy innymi rzeczami.
  • Uwielbia gry planszowe i karciane... a do komputerowych nie ma talentu. Wkurza się jak małe dziecko, gdy przyjdzie mu w nie grać.
  • Opanował angielski oraz japoński w stopniu prawie zaawansowanym, a poza tym zna podstawy mandaryńskiego. Niegdyś uczył się na studiach łaciny, ale niewiele z tego pamięta.
  • Nigdy nie czuł wielkiego powołania do muzyki, dlatego niegdyś zakupiona gitara teraz stoi w kącie i się kurzy. Co prawda potrafi na niej grać, tak samo jak na harmonijce, ale nie daje mu to tak dużej radości, jak się spodziewał.
  • Samozatrudniony malarz artysta, który zarabia na życie sprzedając swoje własne obrazy. Czasem organizuje wystawy w galerii Sokcho, a kiedy indziej wyjeżdża, by takową zorganizować w większym mieście. Jego zarobki uzależnione są od ilości i jakości namalowanych obrazów. I chętnych na nie, oczywiście. Niestety jako początkujący artysta nie zarabia za dużo, ale na całe szczęście jego rozpoznawalność powoli rośnie.
  • Po dziś dzień nie może odnaleźć swojego własnego stylu. Eksperymentuje z każdym możliwym, by znaleźć ten jedyny. Wszystkie jednak łączy jedno – przedstawiają obecne emocje Dohyuna, które rzadko przychodzi mu pokazywać.
  • Ceni twórczość Kim Whankiego, Jeffa Elroda, Michaëla Borremans, Anselma Kiefera czy takich ikon sztuki jak Pablo Picasso i Salvador Dalí. Długo by wymieniać. Sam Dohyun natomiast mógłby rozmawiać o tym godzinami.

Powrót do góry Go down
Han Dohyun
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Skocz do: